poniedziałek, 4 października 2010

GARSTKA KOLORU






Oczywiście wrzosowego:) Nie ma co się długo rozpisywać o uroku tej kosmatej roslinki. Jest bardzo popularna jesienią z racji swego piękna. Każdy ma, mam i ja:) Korzystając z już coraz rzadszych promieni słonecznych dzielę się z wami moim jesiennym "dizajnem" (jak ja nie cierpię tego słowa:) za parę złotych:) Coraz trudniej zrobić w domu przyjemne zdjęcie, skarżą się już po kolei blogerki i co racja to racja. Ja póki co nadal obstaję przy lubieniu jesieni:) mimo, że cały dom chory i rano coraz gorzej zwlec się z łózka... O tej porze roku przypomina mi się też najwięcej wierszy...

Jesienna zaduma
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy z lasem,
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowa, jak za chleb
Rzeczywiście, tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony

Jerzy Harasymowicz





P.S. Czy ktoś wie co się dzieje z bloggerem? Czy tylko ja mam takie jazdy? Od kilku dni wystawienie posta graniczy z cudem:( Mam problem z załadowaniem zdjęć. Udaje się za chyba dwudziestym razem:( W dodatku zdjęcia zapisują się odwrócone o 90 stopni.... więc żeby mieć zdjęcie 'w pionie' muszę je sobie najpierw poobracać tak żeby przy wariacjach bloggera wyglądały jak trzeba...:(

sobota, 2 października 2010

Miały być wczoraj ale nie byłam w stanie po pracy siadać jeszcze do kompa. Kark boli mnie tak jakbym miała w nim zaszyty kawał żelastwa wbijający się pod czaszkę:((( Masakra. Także bez zbędnych ceregieli: komisja w składzie: ja i mój Julo ogłasza: zwycięzcą loterii zostaje: MariaPar:) Jak widać nie zawsze pierwsi są ostatnimi:))) Natomiast jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki... jedna osoba odpowiedziała prawidłowo do czego służą łosie:) Jest to edith:) Łosie superktosie tworzą całość i są podstawką pod gorący garnk:) to produkt holenderskiej firmy mającej mnóstwo ciekawych propozycji dla domu, choć pewnie niejedne zdolne łapki potrafiłyby teraz uszyć coś w ten deseń:) Myślę, że w sielsko-anielskiej kuchni u Marii będzie im dobrze:) Idą święta ( tak, tak idą, idą... w Lidlu można kupić już mikołajowe słodycze:)))) więc łosie dodatkowo wpisują się w klimat:) Wszystkim dziękuję za udział w zabawie, dziewczyny proszę o maila z adresami.
Na deser widok z okna:)

czwartek, 30 września 2010

JESIENNE DZIECKO JESIENNEJ MATKI

Ot  tak po prostu. Bo dawno nie było mego Jula:) Urodził sie jesienią więc może jak mama będzie jesiennym ludkiem:) Póki co uwielbia szuranie nóżkami w suchych liściach, głaskanie mchu, zbieranie kasztanów.... Boi się za to 'dzięcioła':) Nie wiem czemu:) Na spacerach po lesie czy parku dźwięk stukania dziobem w drzewo przyprawia o bladość lic me dziecię:)


Ściskam gorąco aczkolwiek sztywno bo kark mi sie 'zaciął' i ruszać łbem nie mogę... ech wieje wiatrzysko i smaga me chude ciało:)

piątek, 24 września 2010

HISTORIA O ŁAZIENCE NA BLOKOWISKU...

Kiedyś już wspominałam, że z moją łazienką to było więcej szumu niż u większości ludzi z urządzaniem całego mieszkania:). W blogowym świecie gdzie 'krążą' wokół siebie ludzie o podobnej wrażliwości artystycznej, podobnych upodobaniach, podobnych zapatrywaniach na styl życia.... może pewne rzeczy nikogo by nie zdziwiły, ale w "zwykłym" świecie droga do urządzenia tego pomieszczenia wiodła przez rozdziawione buzie, wytrzeszczone oczy, pukania się w czoło i rozkładanie rąk...
Zaczęło się od glazury. Miała być biała, to było pierwsze założenie, z którego za nic nie chciałam zrezygnować. Niby banał, nie? A guzik z pętelką. We włoszech czy Hiszpani na ten przykład, każda firma ma kolekcję prostych białych płytek, to podstawa...a u nas..."białe?", "jak to białe?", "nie ma", "nudy", nikt tego nie kupi", "a nie chce pani beżowych, to takie modne?" !? nie, nie chcę beżowych, ani w kwiatki, ani muszelki, tak jak w kotki czy pieski....ech. Znalazłam w końcu płyki. Piękne, błyszczące, 'fazowane', jak z paryskiego metra.... no znalazłam tyle tylko, że na zdjęciu w necie. W moim województwie i sąsiednim jest jeden jedyny sklep, który je sprowadza, ale nie mają ich "na stanie"... więc... to było pójście na żywioł, przez miesiąc obgryzaliśmy paznokcie ze stresu co z tego wyjdzie, jak naprawdę będzie wyglądać ta glazura, którą w końcu zamówiliśmy przez internet... Przyjechała z Hiszpani, w stanie nienaruszonym... i dwa razy piękniejsza niż na zdjęciach!:) To było prawdziwe szczęście  i radość nie z tej ziemi. Opłaciło się zaryzykować:) Nie będę już opisywać jaką minę miał glazurnik, któremu przyszło zmagać się z ułożeniem tych kafli... powiem tylko, że bardzo szczęśliwy nie był:)
Podobnie rzecz się miała z lustrem. Na początek w ogóle idea lustra powieszonego, w ramie, nie wklejanej obleśnej tafli między płytki, nie wiedzieć czemu wzbudzała zdziwienie.... Potem jak sprzedawcy słyszeli, że poszukuję lustra do łazienki w bogato rzeźbionej ramie to robili głupie miny ( dowiadując sie, że nie do pałacu tylko bloku to już w ogóle jaja były:)) a już informacja, że rama ma być czarna, wywoływała natychmiastowy szok:) "czarna?", "czy aby się nie przesłyszałam?", "jest pani pewna?!", " takich nie produkują", "dlaczego czarna, na litość boską?"...i tak dalej...:) No dziwadło jestem, nie? Kompletne dziwadło.... Lustro w końcu kupiłam złote i przemalowałam (co dla niektórych było czystą profanacją) i tak oto teraz to wygląda. Przy następnej okazji więcej fotek, a teraz jedna dla  apetytu  z najbardziej efektowną ścianą według mnie, moją krwawicą, źródłem stersów, tułaczek od sklepu do sklepu i zbierania głupich uwag i puknięć w czoło...:) a wydawało mi się, ze szukam rzeczy prostych...


piątek, 17 września 2010

MUZYCZNE PUDEŁKO PO MOJEMU:)



Takie oto pudełko potworzyły moje potworze łapki:) Na muzykę pudełko. W formie płyt cd:) Żeby sobie 'pod ręką' stały ukochane dźwięki i ładnie wyglądały... ładnie?:) Ręcznie malowane, ozdabiane, z lekka polakierowane. Oczywiście w ukochanej tonacji kolorystycznej:) Mam nadzieję, że nie tylko mojej, bo pudełeczko trafiło już do pewnej sympatycznej osoby, czyt. Dorotki, tzn. Bree:))) Podobno się podoba, jeśli Dorota nie koloryzuje dla mej przyjemności chachacha:))) O tym jak się zaczęło nasze do siebie wysyłanie pisałam tu i pokazywałam soczyste retro kobietki, które oprócz tego co na zdjęciu powędrowały w mojej przesyłce:)



Pozdrawiam i udanego weekendu życzę, niech jesień ukazuje się nam w jak najpiękniejszej odsłonie:)

poniedziałek, 13 września 2010

KRÓTKO NA TEMAT...

...niecodziennych zdarzeń.
Nie mam ostatnio zupełnie czasu na blogowe życie. Nie piszę, nie udzielam się, przepraszam. Jesienny dzień piękny ale krótki i ciągle z czymś nie zdążam. Żal mi siedzieć w domu gdy nad naszym jeziorem tak pięknie. Łapiemy słoneczko w otwarte ramiona, bo nie wiadomo ile go jeszcze będzie przed zimą. Synek Julek staje się z dnia na dzień coraz bardziej 'chłopacki' :) pięknie mówi, coraz częściej mnie zaskakuje i czas jemu poświęcany jest teraz najważniejszy. Dziś w nocy: "Tata, siku!", tata pędzi z nocnikiem, a Synek na to: " Julo zrobił zmyła" :)))) Prawie spadłam z kanapy w sąsiednim pokoju:) Taki mały a już robi rodziców w balkona:)
Miało być krótko a ja tu gadu gadu... Z tymi bajkami, o których wspominałam w ostatnim poście jest tak... , że one są:) Naprawdę:) Spotykają nas, pukają do drzwi, potrącają nosami...:) A my... za szybko o nich zapominamy, nie umiemy z nich czerpać energi na życie, niektórzy nawet nie zauważają gdy spotyka ich coś magicznego... nie potrafią się ucieszyć, docenić... Ja wierzę, widzę i cieszę się jak wariat! Przynajmniej się starm:) I widzę coraz większy sens w pisaniu tego bloga. Chociaż dzieją sie też rzeczy niekoniecznie miłe, choć czasem przelewają się po internetowych stronach zbędne emocje... to warto! A dlaczego? Z wielu powodów, chociażby po to by bajki wplatały sie częściej w naszą codzienność...
Czekałam na list. Wychodząć z Małżem i Julem z domu zobaczyłam, że coś siedzi w skrzynce na listy, a że jak mówię na list czekałam... to sobie bezstresowo skrzyneczkę otwieram, wyciągam, macam... i niedowierzam... List nie list. Mięciutki w środku, adres zwrotny jakoś nie po naszemu... pomylił się ktoś myślę... ale jak wół imię moje i nazwisko... Uważniej oglądm, rozrywam i oczy mam coraz większe:) Już wiem co to!!!! Wisków, pisków i podskoków było co niemiara. Mąż mój w głowę się postukał, powiedział, że wariatka jestem i zachowuję się jak dziecko:) No i dobrze! Bo jak dziecko się poczułam, kompletnie oszołomione z radości gdy ktos robi mu niespodziankę:)


Oto co było w kopercie:) Poznajecie?:) Przecudnej urody szal, stworzony przez magiczne dłonie Janki:))) To był chyba najbardziej niespodziewany prezent jaki kiedykolwiek dostałam:)! Nie pisałyśmy nigdy wcześniej do siebie, nie wiem skąd Janka miała mój adres ( choć się domyslam:) i czym sobie zasłużyłam na ten cud:) Jestem fantastycznie szczęśliwa. Prezent piękny ale najważniejsze, że komuś chciało się zrobić coś specjalnie dla mnie:) Bezinteresownie, tak po prostu. Warto być tutaj, warto pisać tego bloga, warto nawiązywac takie przyjaźnie choć niektórzy śmieją się, że tak na odległość, przez komputer to nie ma sensu... ale kto wie? może kiedyś? Świat jest mały, może dane nam będzie spotkać się naprawdę?:) Jestem szczęśliwa i dziękuję Ci Janko, że mogłam pczuć się jak Alicja w krainie czarów:) Teraz tylko zachodzę w głowę jak się odwdzięczyć komuś kto sam potrafi stworzyć chyba wszystko:)
Pozdrawiam moich czytaczy-podglądaczy. Ślę moc pozytywnej energii:) Niech się dzieje co chce, jeśli są jeszcze tacy ludzie na świecie i tak czyste serca to ja WIERZĘ!:)))

P.S.  Było dużo pytań w związku z tym więc dodaję do tematu: tak wyglądają zasuszone hortensje, gdy zetnie się je w odpowiednim momencie:) Nie tracą koloru i objętości.

środa, 1 września 2010

SKRZYNKA na zaklęte wspomnienia

Taaa dam! Oto i ona:) Wcześniej wyglądała tak, jak w tym poście.


Droga była długa tego efektu... głównie przez ciągły brak czasu i milion ważniejszych spraw po drodze. Na początku pozbyłam się 'chamskiego' wielkiego zamknięcia i jeszcze większych gwoździ jakim było ono przybite (profanacja normalnie). Potem kuracja w piekarniku. Ok 40-60 min w temperaturze powyżej 60 stopni. Tak, tak, wcale nie żartuję:) Skrzynka była podziurawiona przez kołatka i najlepszym sposobem by sie go pozbyć jest właśnie wysoka temperatura, która zabija larwy:) Nastepnie szpachlowanie szpachlą akrylową do drewna dziurek, dziureczek i wyrwy po gwoździach... Potem szlifowanie i odkurzanie. Następnie wytarcie szmatką zamoczoną w alkoholu, by pozbyć sie brudu i niechcianych zapachów. No i malowanie-przecieranie...



Teraz będzie to przepastna skrzynka na zdjcia, widokówki ... zaklęte wspomnienia...


A, dorzucę jeszcze detal, a co?:) Podoba mi się efekt, chociażby dlatego, że nareszcie skończyłam z czymś co się przekładało z kąta w kąt tyle czasu:))


P.S. Ostatnio spotkało mnie coś przemiłego! Zaskakującego i uskrzydlającego:) I powiem wam: warto było założyć bloga!:) Szczegóły w następnym poście. Wierzycie w bajki? Ja tak! Zdarzają mi się bajeczne momenty w zyciu:)))

P.S. 2. ...bo mi się właśnie przypomniało:) Coś na poprawę nastroju jesiennym zmulakom, co to widząc deszcz, szrugę czy wichurę za oknem mają smutne miny:) Ja do nich nie należę, bo niektóre rzeczy mam po prostu w nosie...:)

Mam w nosie
W golu jest golizna
W ojcu jest ojczyzna
W pludrach jest pluderia
W koku kokieteria
W macie tkwi matactwo
W mańce jest maniactwo
W palu jest palenie
W wale tkwi walenie
W murze są murzyny
W skórze skurwysyny
W dziwie jest dziwactwo
W masie masoneria
W pasie pasmanteria
W kroku jest kroczenie
W worze jest wożenie
W polu polecenie
W pycie jest pytanie
W żłobie jest żłobienie
W nosie mam noszenie

Wiesław Dymny

wtorek, 31 sierpnia 2010

JAK ZWYKLE POD PRĄD - 10

Ktoś wymyślił i zapoczątkował na blogach zabawę w '10'. Trzeba wymienić 10 rzeczy, które się lubi, powiedzieć przez kogo zostało się zaproszonym do udziału w tym i zaproszenie kolejnych osób. Hmmm, mam nadzieję, że pomysławodawca się nie obrazi ale ja zrobię to po swojemu... bo uważam, że lepiej poznać człowieka można po tym czego nie znosi a nie po tym co lubi... No bo jeść to lubi każdy i wiele rzeczy, ale potraw znienawidzonych mamy kilka czy jedną... lubimy zazwyczaj większość zwierząt... ale ktoś może bać się na przykład myszy i stwierdzenie : 'nie lubię myszy' więcej o kimś mówi niż: 'lubię zwierzęta', no nie? ...tak więc oto moja wersja:

1. Nie lubię jazgotu telewizora podczas meczu piłki nożnej lub wyścigów F1 / lubię oglądać mecze polskiej reprezentacji piłki ręcznej i trenera Wente, nie wiem czemu ale on w swojej urodzie ma coś 'skrzaciego' co mi się bardzo podoba:)
2. Nie lubię zimy, mrozu, lodu, noszenia czapki i sportów zimowych / lubię jesień z jej wszystkimi zawirowaniami pogody, kolorami, zapachami i tą szczególną barwą powietrza.
3. Nie lubię dorosłych psów, a właściwie nie tyle nie lubię co się ich boję, chowam się za plecami najbliższej osoby na dźwięk szczekania nawet Yorka... / kocham koty, najlepiej te najzwyklejsze, cudownie niezależne...
4. Nie lubię gdy ktoś mówi : 'kocham dzieci', szlag mnie trafia od infantylności tego stwierdzenia, jak można 'kochać dzieci'? a można 'kochać dorosłych'? to brzmi jakby dziecko było jakimś gatunkiem zwierzęcia, jakby powiedzieć 'kocham konie'... dziecko to mały człowiek, nie kochamy chyba wszystkich prawda? / tak więc kocham pewne dzieci i niektórych dorosłych:)
5. Nie lubię wymyślnych bukietów z kwiaciarni / lubię dostawać takie 'od serca', najpiekniejszy jaki dostałam to były poziomki nanizane na trawę:)
6. Nie lubię kobiecej zawiści / cenię sobie męską przyjaźń.
7. Nie cierpie flaków ( tej potrawy) / uwielbiam kartacze babci i tylko babci:)
8. Nie lubię 'ścigaczy' / uwielbiam jazdę na motorze... moim marzeniem jest  motocykl enduro (tak mam prawko na motor:).
9. Nie lubię gdy cisza trwa zbyt długo / kocham długie rozmowy przy winie i otaczanie sie muzyką.
10.  Nie lubię martwić się o przyszłość, pieniądze, bezpieczeństwo / lubię mieć pełną lodówkę, zapłacone rachunki i pachnące świeżością, ciepłe mieszkanie, gdzie każdy dzień pełen jest pocałunków i przytulanek...

A już najbardziej na świecie kocham to. Nie da się do niczego innego porównać:


Mnie do udziału w tym łańcuszku zaprosiły: Och-mistrzyni MariaPar :), 'przepozytywna' Elamika, która mnie nieco zaniedbuje ostatnio, drań:) i nowy gość na mym blogu Onja .
Do zabawy zapraszam: Lambi, Bree, Byziaka, B., Olę_83, Folkmyself, Tabu, Mia, Gusię, Ushii.


P.S. No dobra. Zostałam sprowokowana;) Tabu zadanie specjalne dla Ciebie!!!!!!!!!!
Oprócz 10 rzeczy, które po prostu lubisz, wymień 10 rzeczy, które lubisz w sobie:))) Aby Ci było raźniej też się uzewnętrznię:)
1. Lubię swoje poczucie humoru.
2. Lubię swoje włosy i to, że każdego ranka robią mi niespodziankę i układają się w nową kompozycję:)
3. Lubię to, że mogę się opychać i nie tyję ( chociaż wolałabym z 5 kilo więcej mieć i byłoby w ogóle idealnie:)
4. Lubię się za kreatywność.
5. Lubię to jaką mamą jestem.
6. Lubię swoje długie nogi:)
7. Lubię siebie jak się uśmiecham.
8. Lubię swoje zdolności (podobno:) kulinarne i wszelkie inne.
9. Lubię brak dużego biustu:) nie utrudnia mi życia, kupna bielizny i np. jazdy konnej:)
10. Lubię siebie bo mój Małż mnie pokochał a jest to fajny i rozsądny facet, który zazwyczaj wie co robi:) więc skoro mnie kocha (podobno:) to znaczy, że mam powody by się lubić:)))))

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

JAK UMILIĆ SOBIE ŻYCIE czyli idzie jesień i marzenia się spełniają:)


"Leeeej się chmielu, lej się chmielu
Nieś muzyko po bukowym lesie
Panna Zosia ma w oczach łososia:)
Trochę lata z nowej beczki przynie-eee-esie.."


Sama nie wiem od czego zacząć... no bo tak... jesień kocham i wszystko co z nią związane i pewnie jeszcze nie raz tu o tym napiszę. Z lubością wdycham wilgotne, pachnące powietrze i jest mi coraz lepiej:) Oglądam, podziwiam, smakuję, wypatruję wszelkich symptomów końca lata i początku mojej ulubionej pory roku:) Jednym z nich są na przykład szyszki chmielowe:) które zazuszone pięknie pachną. Tak więc tytułowe umilanie sobie życia niekoniecznie miało oznaczać ten płynny chmiel ( chociaż a i owszem, czemu nie, tylko powoli trzeba będzie zamiast chłodzić to podgrzewać z miodzikiem i goździkami:). Prezentuję więc przytargane szyszki do domu i zaplecione  w może nie super elegancki ale pachnący wianek:) Proste szybkie i umilające:) A co kryje się za wiankiem...? Ha - spełnione marzenie, które jak najbardziej świętować i opijać można:) Zasada jest taka: by być szczęśliwym staraj się marzyć  o rzeczach możliwych:) Ja chciałam bardzo ten mebel. Bardzo. Naprawdę bardzo. Dla wielu z was to się może wydać dziwne, ale ja mam do Ikea kilkaset kilometrów i busa na stanie nie posiadam...

 

Kolekcja HEMNES mnie po prostu urzekła w wersji białej. Jest śliczna. Najpierw udało nam się przywieść regały na książki i komode pod tv ( widać jej fragment tu).  A witryna...pozostawała marzeniem. Najpierw nie można jej było dostać przez chyba dwa miesiące, potem pojawiały się po trzy egzemplarze i znikały pierwszego dnia... ale nareszcie mam! Jest piękna i moja:)

 

P.S. Zdjęcie nr 1 i 2: przedpokój, komoda co to ją sobie sama wymyśliłam, ptaszek, który jest uroczy i ramka, na którą czekałam prawie pół roku... tzn. nie na ramkę samą w sobie tylko aż stanieje:) No i doczekałam się kiedyś, kolejne drobne marzenie odhaczone:). Szerzej widać tu:)
P.S.2. Zdjęcie nr 3: dowód na to, że nawet najbardziej wypieszczany w detalach dom, jest po prostu domem nie wystawą sklepową... w odbiciu suszą się Julkowe ubranka:) hihihi dopiero po wrzuceniu zdjęć na kompa zauważyłam:)

czwartek, 26 sierpnia 2010

CANDY!!! z wielu powodów a także bez...

I inne sprawy też. A właściwie jedna: Tomek ( Stowarzyszenie Umarłych Bloggerów), jeśli tu jeszcze zaglądasz! zablokowałeś bloga, ku memu niemiłemu zaskoczeniu, pewnie masz ku temu powody... ale ja polubiłam Twoje pisanie i chciałabym móc do Ciebie zapukać czasem...:(

A teraz do meritum... Ogłaszm moją pierwszą, nieśmiałą zabawę w rozdawanie prezentów:) Na początek drobiazg, potem zobaczymy..:) Powodów właściwie nie ma... ani rocznicy, ani setnego posta, czy okrągłej liczby obserwtorów... Ale ja zapisuję się w kolejki po candy na moich ulubionych blogach i chociaż nic nie wygrywam to chciałabym też dać coś od siebie:) Poza tym chciałabym wyciągnąć z internetowej czeluści wszystkich, którzy tu zaglądają a nie dają się poznać... Ostatni post zobaczyła rekordowa jak dotychczas dla mnie liczba osób, a komentarz zostawił jakiś nikły procent z nich... Zachęcam więc wszem i wobec: piszcie łobuzy!:)

Oto maleństwo, a właściwie maleństwa, które dla was mam:) Łosie-Superktosie:)

     

Zasady znane: komentarz pod tym postem i podlinkowane zdjęcie na swoim blogu, zasady dodatkowe: co to właściwie  jest? Do czego służy? :) Losowanie 1 października, dla osoby, która rozwiąże zagadkę będzie niespodzianka:) Podpowiedź: przedmiot 'niedziecięcy', tylko jak najbardziej użytkowy:)


P.S.  U mnie dziś rano piękna, gęsta, rześka mgła! Jesień pełną gębą:) Cieszą się jesienne ludy czyli ja na przykład:) Zero depresji, maksimum energii... dziwadło, nie?:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...