A uśmiechu przez ostatnie dni jak na lekarstwo bo nieprzyjemne rzeczy się dzieją wśród bliskich:( Czasami trudno sobie uświadomić, że to się dzieje naprawdę, że to nie jakiś psychodeliczny film..:(
By żyć szcześliwie trzeba cieszyć się z drobiazgów i wierzyć w ludzi...mimo wszystko... Ja wierzę, bo zdarzają mi się miłe niespodzianki, bezinteresowne więc najbardziej cenne:) Dostałam ostatnio dwie przemiłe przesyłki od dwóch świetnych dziewczyn: Doroty i Anety. Obie musiałam namawiać żeby pozwoliły się odwdzięczyć:) Naprawdę budujące jest gdy obdarzają nas sympatią ludzie, których właściwie nie znamy, gdy nieraz trudno o to od nalbliższych.
Pierwsza paczka miała w sobie mieścić maleńkiego ptaszka, który spodobał mi sie na blogu u Doroty... ale skarbów było więcej:) Po gorączkowym rozrywaniu koperty widok ukazał się następujący:
Po dalszym rozpracowywaniu pięknego opakowania...
W jednej z paczuszek był ptaszek z Dorotowego bloga:
A w drugiej różne tak zwane pierdółki cieszące oko, między innymi maleńkie pudełeczko, a w nim zrobione przez Dorotę magnesiki:
Prawda, że miło dostawać takie przesyłki?:) Ja oczywiście nie odmówie sobie przyjemności wysłania czegoś w podzięce:) Jako, że Dorota nie mieszka w Polsce i zjawi się tu dopiero we wrześniu, prosiła, żebym pokazała na blogu co dla niej wymyśliłam inaczej pęknie z ciekawości...:) Zatem oto i moje drobne upominki, oczywiście nie ma tak łatwo, element nispodzianki musi pozostać, nie zdradzę wszystkiego:)