Czekałam długo, czekałam cierplwie, obchodziłam dookoła, obwąchiwałam, śliniłam się...walczyłam ze zdrowym rozsądkiem... i nareszcie... mam! Precz z rozsądkiem, są piękne i musiałam je mieć:) Poduchy w sam raz do mego "salonu":) Prawda, że są stworzone dla tej kanapy? Prawdziwa "szorstka" bawełna, naturalny szary kolor ( uwielbiam), klimatyczne nadruki i haft, no i wypełnienie z pierza ( nie znoszę sztuczności w poduszkach, nigdy nie są w stanie ułożyć sie tak by było mi wygodnie:). Nie mogę się pochwalić, że sama je zrobiłam ale nie wszystko muszę umieć, nie?:) Naprasowanki nie sprawdziłyby się u mnie, bo w moim domu rzeczy tego typu raczej nie leżą tak po prostu, teatralnie, tylko sie ich używa a zatem i pierze... więc zdobienia muszą byc trwałe. Napisy mogę sobie wyczarować malująć ręcznie farbą do tkanin, ale już takich postaci na przykład to raczej tak sie nie da:) Tak czy inaczej jestem od dziś przeszczęśliwą posiadaczką poduszek nawiązujących stylistyką do "starej Francji", które sprawiłam sobie z okazji urodzin. A co? trzeba się czasem porozpieszczać:) Cieszę sie tym bardziej, że to kolejny maleńki kroczek do "udomawiania", "oswajania" naszego mieszkanka. Podstawowe meble już są, ale detale mozolnie zbieram, wyszukuję, rozbijam kolejne świnki-skarbonki... Na razie jest jeszcze trochę obcowato, jak ja to sobie nazywam:) Ściany dostają duszy wraz z każdym kolejnym miesiącem naszego życia. Chłoną zapachy, dźwięki, wzbogacają się o drobne przedmioty... nie da się zbudować klimatu tak od zaraz, chociaż chciałoby się już obiema nogami wskoczyć w gotową do życia przestrzeń, bo człowiek wygodny jest... ale jakież to byłoby nudne i takie "nie-nasze". Nasz dom żyje naszym życiem i jest tak jak my: młody, trochę nie do końca uporządkowany, zbierający doświadczenia:) Z niezagospodarowaną przestrzenią , bo jeszcze wiele przed nami i musi być miejsce na to co nas jeszcze spotka:) Jeśli urządzilibyśmy wszystko od razu to kim bylibyśmy za rok, za pięć, dziesięć lat...musielibyśmy stanąć w miejscu, być "skończonymi" ludzmi w swoim "skończonym" życiu w okolicach trzydziestki... Reasumując; nie pokażę całego pokoju bo nie ma czego pokazywać:) ściany zieją jeszcze pustką ale jest kanapa i są piękne poduchy i póki co te rzeczy i radość z nich musi mi wystarczyć:)



Na koniec jeszcze jeden drobiazg - stara drewniana skrzynka, zdobycz za grosze, w opłakanym stanie, "zbeszczeszczona" przybitym wielgachnymi gwoździami tandetnym zamknięciem i zaatakowana przez kołatka... ale ma potencjał moim skromnym zdaniem:) i wkrótce nabierze nowego blasku...:)
Miłego dnia wszystkim:) U mnie słonko i japoneczki na świeżo wyszykowanych na lato stópkach hahaha, ach jak niewiele czasem trzeba kobiecie do szczęścia:)