... kiedy jest najbardziej intensywny? Gdy po wielu godzinach upału spadnie deszcz, nadając kryształowej przejrzystości powietrzu... zbliża się wieczór, a zachodzące słońce, grzejące spowrotem z zadziwiającą na tę porę siłą, rozpala wszystkie barwy... zapach unoszący się wtedy nad łąką zniewala, otumania, upaja... wilgotne, słodkie powietrze...
Dziś po krótkim spacerze zabrałam garść tego zapachu do domu:)
Niedawno Elle pisała o szarości:) Mówiłam wtedy jak ja ten kolor wielbię, więc proszę: oto jedna z moich szarości w moim domu:) Dzbanek znany już z innych blogów, w mojej interpretacji ma się tak:) Do tej pory stał w piwnicy zapomniany po schnięciu od malowania i wreszcie doczekał się bukietu w sam raz dla siebie:) Miał być do salonu ale póki co widzę, że mojej kuchni bardzo z nim do twarzy:) Przy okazji chwalę się jeszcze czymś: moim wymarzonym, przez się samą wymyślonym, przez zaprzyjaźnionego stolarza zrobionym stołem:) Jest masywny, ciężki, taki... prawdziwy. To bardzo lubiane przeze mnie drewno jesionowe, jest piękne. Na razie jest surowy, czeka na olejowanie:)
W razie gdyby ktoś jeszcze nie wiedział ( choć to chyba nie możliwe:) to dzbanek wcześniej wyglądał tak:
Ja użyłam do tego matowego podkładu pod warstwy lakiernicze w sprayu. Super się trzyma i w razie czego przyjmie na siebie każdą inna farbę lub lakier. Śmierdziuch niestety, ale wspominane przez inne dziewczyny farby w sprayu nie śmierdzące podobno nie istnieją...ech słodka prowincjo:) tu niewiele możesz kupić:)