Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 października 2010

ŚWIATŁO W MOIM DOMU



Jeden z najważniejszych elementów wystroju wnętrza. Tworzy nastrój, psuje nastrój, zachęca, odpycha, wydobywa kształty, ukrywa w cieniu... Do przytulania, do gadania, do czytania, do życia... Niezbędne. Oczywiście najlepsze z najlepszych jest naturalne... słoneczko zaglądające w nasze okna, przebijajęce przez tkaniny, które wokół tych okien snujemy, głaszczące po policzkach, rozświetlające kosmyki włosów, wydobywające piękno i dusze z naszych przedmiotów, z naszych domów... Lecz gdy słoneczka brak, gdy nadchodzi wieczór, gdy króluje noc... potrzebujemy czegoś jeszcze... światła, które będzie dopełnieniem i podkreśleniem wszystkiego co z mozołem tworzyliśmy na naszych ścianach, podłogach, co budowaliśmy, ustawialiśmy w naszych kątach, na naszych półkach... światła z którym naszemu domowi i nam odbijającym się w lustrach będzie do twarzy...:)

Łazienka




Przedpokój





piątek, 24 września 2010

HISTORIA O ŁAZIENCE NA BLOKOWISKU...

Kiedyś już wspominałam, że z moją łazienką to było więcej szumu niż u większości ludzi z urządzaniem całego mieszkania:). W blogowym świecie gdzie 'krążą' wokół siebie ludzie o podobnej wrażliwości artystycznej, podobnych upodobaniach, podobnych zapatrywaniach na styl życia.... może pewne rzeczy nikogo by nie zdziwiły, ale w "zwykłym" świecie droga do urządzenia tego pomieszczenia wiodła przez rozdziawione buzie, wytrzeszczone oczy, pukania się w czoło i rozkładanie rąk...
Zaczęło się od glazury. Miała być biała, to było pierwsze założenie, z którego za nic nie chciałam zrezygnować. Niby banał, nie? A guzik z pętelką. We włoszech czy Hiszpani na ten przykład, każda firma ma kolekcję prostych białych płytek, to podstawa...a u nas..."białe?", "jak to białe?", "nie ma", "nudy", nikt tego nie kupi", "a nie chce pani beżowych, to takie modne?" !? nie, nie chcę beżowych, ani w kwiatki, ani muszelki, tak jak w kotki czy pieski....ech. Znalazłam w końcu płyki. Piękne, błyszczące, 'fazowane', jak z paryskiego metra.... no znalazłam tyle tylko, że na zdjęciu w necie. W moim województwie i sąsiednim jest jeden jedyny sklep, który je sprowadza, ale nie mają ich "na stanie"... więc... to było pójście na żywioł, przez miesiąc obgryzaliśmy paznokcie ze stresu co z tego wyjdzie, jak naprawdę będzie wyglądać ta glazura, którą w końcu zamówiliśmy przez internet... Przyjechała z Hiszpani, w stanie nienaruszonym... i dwa razy piękniejsza niż na zdjęciach!:) To było prawdziwe szczęście  i radość nie z tej ziemi. Opłaciło się zaryzykować:) Nie będę już opisywać jaką minę miał glazurnik, któremu przyszło zmagać się z ułożeniem tych kafli... powiem tylko, że bardzo szczęśliwy nie był:)
Podobnie rzecz się miała z lustrem. Na początek w ogóle idea lustra powieszonego, w ramie, nie wklejanej obleśnej tafli między płytki, nie wiedzieć czemu wzbudzała zdziwienie.... Potem jak sprzedawcy słyszeli, że poszukuję lustra do łazienki w bogato rzeźbionej ramie to robili głupie miny ( dowiadując sie, że nie do pałacu tylko bloku to już w ogóle jaja były:)) a już informacja, że rama ma być czarna, wywoływała natychmiastowy szok:) "czarna?", "czy aby się nie przesłyszałam?", "jest pani pewna?!", " takich nie produkują", "dlaczego czarna, na litość boską?"...i tak dalej...:) No dziwadło jestem, nie? Kompletne dziwadło.... Lustro w końcu kupiłam złote i przemalowałam (co dla niektórych było czystą profanacją) i tak oto teraz to wygląda. Przy następnej okazji więcej fotek, a teraz jedna dla  apetytu  z najbardziej efektowną ścianą według mnie, moją krwawicą, źródłem stersów, tułaczek od sklepu do sklepu i zbierania głupich uwag i puknięć w czoło...:) a wydawało mi się, ze szukam rzeczy prostych...


czwartek, 1 lipca 2010

MÓJ 'SALON KĄPIELOWY' a przynajmniej próba uzyskania takowego:)

Nie pisałam długo, bo nieszczęście miałam:( Synek mój zrobił mi nieprzyjemną niespodziankę i parę dni temu obudził się w środku nocy z gorączką 40 stopni... bez żadnych innych objawów. Strachu najadłam się co niemiara, ale już jest w porządku i wracamy do normalnego funkcjonowania.
Pisałam wcześniej, że weekend wyborczy był u nas burzliwy... ale i owocny:) Burza była bo: urządziliśmy jedną z wielu parapetówek ( piszę 'wielu' bo mieszkanko niepojemne i znajomych zapraszamy 'na raty':), zabawa świetnie się udała, ale konsekwencją była nieprzespana noc Synka, który odreagowywał chyba nadmiar emocji plus awantura z Małżem... cóż... mama moja mówi, że durniom alkoholu się nie daje ( te durnie to my oboje:) i pewnie ma rację chachacha. Ale, ale... owoc jest a jakże:) Przepiękny świecznik, który dostaliśmy od Basi i Grzesia:) Ogromny, ciężki, fantastyczny! Oczywiście nasz Julcio zaraz się dorwał obadać co to za nowy przedmiot w domu i to z kolei zaowocowało dziurą w parkiecie... :)
Świecznik zamieszkał w łazience, poczeka tylko aż znajdę odpowiednie świece, ale i teraz już nadaje wnętrzu pałacowego szyku:)



Oczywiście co poniektórzy pukają się w czoło... świecznik? w łazience? czy zgłupiałam? Nie, nie zgłupiałam:) Po prostu uważam, że nawet z niewielkiej łazienki w 'bloku' można zrobić sobie salon kąpielowy:) a przynajmniej spróbować... Ale z tą naszą łazienką od początku tak było... wszyscy 'majstrzy': budowlańcy, elektryk, stolarz... wytrzeszczali oczy słysząc moje pomysły... Ale o tym następnym razem:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...