Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2011

VINTAGE PO DZIADKU

Minęło już trochę czasu... myśli nadal tłuką się po głowie...nie krzepną...strumień wspomnień nie stygnie, tętni w moim krwiobiegiu. Jednak staram sie oswoić ze wszystkim co czuję, co pamietam, co słyszę. Niewiele zostało rzeczy namacalnych. Zniszczone, sprzedane, skradzione, przepite... Ocaliłam drobiazgi. Bezwartościowe dla innnych, budzące zdziwienie stojąc honorowo w moim salonie... dla mnie bezcenne...



Dziadek od od kiedy pamiętam zajmował się ogrodem... do końca. Nic nie mogło zastapić własnego pomidorka, ogórka, młodej marchewki dla 'Prawnusia'... I mimo, ze czas już zupełnie nie ten, Dziadek co roku ze swoimi warzywami ustawiał się na jarmarku, ze starą wysłużoną wagą, z odważnikami mającymi więcej lat niż ja sama... Jakie dziwne uczucie mnie teraz ogarnia gdy biorę je w dłonie, dotykam wyślizaganych przez Dziadkowe palce główek...



Dużo żalu zostało w sercach, złych myśli cierniem oplatających wspomnienia.... jednak  ja staram się pamiętać tylko słoneczne dni i radosne momenty widziane oczmi dziecka, magię odważnych zadań pojetych tylko dziecięcym umysłem: zbieranie 'kto więcej' stonki na Dziadkowym polu ziemniaczanym, budowanie karmników dla sikorek, karmienie mleczem Dziadkowych królików... i kolby kukurydzy, które Dziadek trzymał dla nas za piecem w piwnicy...

czwartek, 31 marca 2011

WIOSNA MNIE OMIJA A JA JĄ POMIJAM...

...i przechodzę od razu do lata:) u mnie co drugi dzień śnieg z deszczem i minusowe temperatury więc do dupy z taką wiosną. Ja zafundowałam sobie kropelkę lata i kupiałam kwitnącą hortensję:)



Nie śmiejcie sie tylko proszę z osłonki na doniczkę...:) nie znalazłam w domu odpowiedniego rozmiaru... i okazało się, że pasuje tylko gliniak, w którym zazwyczj trzymam cebulę w kuchni:) No coż potrzeba matką wynalazku, jakoś trzeba sobie radzić:) super nie jest ale i w oczy nie razi:)
P.s. na górze zdjęcia w dzień pochmurny, na dole w słoneczny... zupełnie inne kolory:) kocham te zmiany nastroju w moim mieszkaniu.



Tak przy okazji, poduchy z sypialni przywędrowały do salonu i stwierdziłam, że podoba mi się ten kontrast. Zacznę wprowadzać więcej brązów w ten 'chłodny' pokój:)


Jakby ktoś jednak tą wiosnę gdzieś spotkał tak w cztery oczy, to może ją pozdrowić 'czule'...

wtorek, 22 marca 2011

Z MIŁOŚCI DO PLAKATU C.D.

SPROSTOWANIE do posta poniżej:) Wiecie co, ja już chyba do reszty zmysły postradałam...że nie wiem co gadam to jedno, ale okazuje się, że nie wiem też co piszę:) I co gorsza nie wiem dlaczego i w jaki sposób się to dzieje. Chyba myślę o jednym, robię drugie, a mam w pamięci jeszcze coś innego. Śpieszę więc wyjaśnić, że po przeczytaniu jednego z komentarzy oprzytomniałam z nagła i przeczytałam jeszcze raz co napisałam... i doprawdy nie wiem co ze mną jest nie tak... Autorem plakatu poniżej  ( jak i tego u LLooki) jest Wałkuski:) Co nie zmienia faktu, że Starowieyskiego uwielbiam jak napisałam wcześniej... za diabła tylko nie wiem czemu przypisałam mu autorstwo tego plakatu.... Wybaczcie, że wprowadziłam w błąd.   Treści posta zmieniać nie będę by Ci co czytali wcześniej wiedzieli o co chodzi:)


Piękny. Tajemniczy. Mistyczny prawie. Długo go szukałam. I mam nareszcie. Oprawiony na szybko, jeszcze muszę to poprawić ale chciałam nacieszyć oczy. Plakat ze sztuki teatralnej na podstawie jednej z moich ulubionych książek. "Idiota' Fiodora Dostojewskiego. Autorem plakatu jest Franciszek Starowieyski - wspaniały, niesamowity, jestem absolutnie zafascynowana jego twórczością. Malarz, rysownik, grafik, twórca plakatów, scenografii teatralnej i telewizyjnej. Znawca i kolekcjoner sztuki. Niepowtarzalny, niepodrabialny, jedyny w swoim rodzaju. Jego prace rozkładają moją wrażliwość na czynniki pierwsze, rozrzucają wokół umysłu jak ziarenka piasku i długo potem nie mogę poskładać swoich myśli, nadać im biegu codzienności. Kto nie zna, czas najwyższy nadrobić zaległości:) Odsyłam również do sypialni Llooki:) Tam też wisi piękny plakat tego autora:) Te nasze są akurat dość subtelne ale poszukajcie sobie innych jego prac... dreszcze zapewnione:)


Z góry wyjaśniam:) - docelowo, znaczy się w przyszłości oprawa będzie zmniejszająca efekt odbijania, ale w tej chwili gdy w domu mamy małe tornado poruszające się blisko przy ziemi - czyt. Synka, plakat musi być dla bezpieczeństwa za taflą pleksi:) Trudno było więc zrobić zdjęcie, by cokolwiek było widać i odbija nam się zakrzywiony regał z książkami:)



Na deser po uczcie najwyższych lotów ( i nie mówię tu o moich zdjęciach bynajmniej chachacha) wrzucam jeszcze mały drobiazg w liczbie dwa:) Zakupiłam sobie, znaczy się nam, w ramach pocieszenia. Baaardzo podobają mi się naczynia w czarno-białe pasy jakie ma Dagi, ale niestety w żadnym ze znanych mi miejsc nie znalazłam:((( więc zadowalm się takową imitacją. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie coś na temat wzorów bardziej zbliżonych do wymarzonych, bardzo proszę o informację:)


P.S. Ogłaszam wszem i wobec, że bojkotuję wszelkie wiosenne wpisy. U was kurde kwiatki w ogródkach, zajączki za miedzą i gruszki na wierzbie...a u mnie w zeszłym tygodniu spadło 10cm śniegu, wczoraj spóźniłm się do pracy przez odskrobywanie samochodu spod grubej warstwy lodu... więc ja w ogóle nie wiem o co chodzi jeśli mowa o rzekomym nadejściu wiosny...:)

czwartek, 10 marca 2011

SZALEŃSTWO WE DWOJE...

czyli rzecz się dzieje w sypialni. Sztuka w aktach wielu, intrygi i podchody dwojga bohaterów:)



Kolejny pokój w moim domu nabiera wyrazu. Kolejny pokój, który uwielbiam:) Sypialnia. Meble niczym nie zachwycają, są zwyczajne wręcz pospolite. Kupiliśmy je kiedy jeszcze nie mieliśmy własnego mieszkania, tylko tułaliśmy się świeżo po ślubie. W tej chwili wybór z pewnością nie padłby na takie, ale wtedy... chcieliśmy wydać jak najmniej, bo miały to być meble tymczasowe, a śpieszyło nam się bo okazało się że rodzina nam się dopełni i trzeba było wyposażyć choć sypialnię, bo z niemowlęciem to kiepsko się żyje 'na kartonach' :) Teraz muszą odsłużyć swoje, bo nowych nie wyrzucę, więc staram się zaaranżować sypialnię tak, by te zwykłe graty wyglądały jak najbardziej klimatycznie:)  Na początku były gołe ściany, szafa i łóżko, potem doszedł wystrój okien i od razu zrobiło się lepiej:) potem narzuta, lampka... no i ostatni nabytek, dzisiaj w roli głównej - plakat.


Jest to orygianlny plakat teatralny ze sztuki "Szaleństwo we dwoje" Ionesco. I klimatem i tematem świetnie tu pasuje, prawda?:)))) To taki nasz mały żart sypialniany:)  Autorem jest jeden z moich ulubionych 'plakacistów' Tomasz Bogusławski. Wspaniałe pomysły, wspaniałe interpretacje tematów. Artysta-recyklingista, wykorzystujący do swych prac z pozoru bezużyteczne, stare, zniszczone przedmioty. Poszukajcie sobie innych jego plakatów, pooglądajcie, jestem pewna, że i was zachwyci. Drugim z moich ulubieńców jest Starowieyski... ale o tym następnym razem:) Och, jest tylu grafików, plastyków...tyle plakatów, które chciałabym mieć, że musiałabym mieć ze dwadzieścia domów:)
P.S.Spójrzcie na zdjęcia jak zmieniają sie kolory i nastrój w zależności od pory dnia:)




sobota, 26 lutego 2011

NO BO...



...nie mam czasu. No nie mam i już. Bijcie zabijcie, nie mam. Nie odpisuję na maile i listy, nie wysyłam paczek, nie udzielam rad...Siostra moja kochana do dalekiej Szwajcarii przesadzona, dokumentnie przeze mnie zaniedbana pewnie kompletnie się mnie już wyrzekła...ech... Świat się kręci dookoła a ja w środku tkwię i nie mogę się wydostać. Dzień niby dłuższy, bo dłużej jest jasno ale jakoś niewiele mi to pomaga. Nie wiem, może ja jakaś niezorganizowana jestem, czy co. Dobija mnie codzienne skrobanie, tudzież odkopywanie auta spod chałdy śniegu. Dobija mnie blada cera i czerwony nos spod czapki bezwstydnie świecący. Chcę juz nogi pokazywać i rowek między cyckami, a co?! Ja wiem, że luty dopiero ale mogłaby ta zima dać już sobie na luz... Nie wspomnę już o fantastycznie uprzykrzającym życie skorzeniu,na które nikt w moim wojewódzctwie nie jest w stanie nic zaradzić...słyszał ktoś kiedyś żeby zwichnąć szczękę? hę? ja rozumiem, że kostkę, nadgarstek...ale szczękę?? i to obustronie, z wypadaniem jakiś-tam-krążków... mówię wam masakra! Gdybym mogła zgrzytałabym zębami.. ale mnie mogę... Cierpię i nikt mnie za bardzo nie rozumie, bo kto tego nie doświdczył to po prostu nie jest w stanie sobie wyobrazić jak to jest. Zamiast współczucia jestem obiektem ciągłych niewybrednych żartów na temat tej swojej szczęki nieszczęsnej i tego w jakich to okolicznościach mogłam ją sobie zwichnąć...:)))) Jedyny pożytek z tego wszystkiego, że szukać pomocy pojechaliśmy do Warszawy i przy okazji przywieźliśmy z Ikea fantastyczny, wymarzony i jak dla nas idealny dywan ... z juty najprawdziwszej, ręcznie pleciony, grubaśny:) Wisiał sobie samotny na wystawie i nikt go nie chciał... (co za naród:) i dzięki temu pani sprzedawczyni patrząc na nas z lekkim politowaniem sprzedała go za pół ceny!:))) Tak sobie myślę, że ludzie biorą mnie za wariata czasem... nawet moja Mama gdy zobaczyła go w stanie jeszcze zrolowanym spytała z przerażeniem co to za wojłok?!:) i że takie to kiedyś na wiosce w sieni się kładło;) Dywan widać troche na zdjęciach, sami oceńcie:)
By już do reszty mnie nie znienawidziły dziewczyny to wrzucam fotki cudów, którymi zostałam obdarowana już jakiś czas temu: skrzynka i spinacze w woreczku w już chyba z daleka rozpoznawalnym stylu od Anetki:) i wygrane u Basi serducho, które rozgościło się na oknie w sypialni.

niedziela, 16 stycznia 2011

MINI RECYKLING I JAK SIĘ ZARABIA NA VINTAGE NAIWNOŚCI

Czy tylko ja tak cierpię na dramatyczny brak czasu i niemożność poskładania się w jakąś solidną całość? Nazbierało mi się już mnóstwo tematów i rzeczy do pokazania ale wracam zbyt późno do domu by złapać ostatki dziennego światła i pstryknąć sensowne zdjęcia, weekendy przepływają między palcami spędzane na byle czym...ech. Zaczynam tęsknić już bardzo mocno za słońcem... nie narzekam na zimę, jest bo być musi ale gdzie podziały się te zimy, gdy śnieg tak skrzył się w promieniach słonecznych, że musiałam nosić ciemne okulary by chronić oczy...no gdzie się pytam? No trudno. Byście o mnie nie zapomniały wrzucam na szybko pstryknięty jeszcze szybciej zorganizowany mini recykling:) Stłukłam pokrywkę jednego z moich słoi znanych już nie tylko z mego bloga. W najmniejszych z tego typu w kuchni trzymam przyprawy. Wściekłam się bo żal mi zawsze strasznie takich rzeczy. Już miałam wyrzucić słoik ale... postawiłam na stół i włożyłam świeczkę... zero wysiłu, a mieliśmy nastrój do obiadu:))) Przez jego żłobione ścianki powstały piękne cienie:)


No i jeszcze druga część tego co mam dziś do powiedzenia:) Tak sobie obserwuję... czytam, oglądam... i nieraz oczom uwierzyć nie mogę. Fascynuję się klimatami vintage, retro, rustykalnymi...itp. Same wiecie:) Nie ja jedna, prawda?:) Kupuję gazety wnętrzarskie, kolekcjonuję zdjęcia, pomysły, inspiracje... czytam, oglądam blogi, sama bloga założyłam..:) Malutkimi kroczkami urządzam od podstaw moje "dziewicze" mieszkanie:) Dobieram element po elemencie, ciułam kasę na każdą rzecz, poluję długo na wszystko bo nie stać mnie by tak po prostu kupić sobie to co mi sie podoba. Vintage jest teraz 'trendy' (nienawidzę tego słowa), styl starej Francji, klimaty skandynawskie...z jednej strony to dobrze bo coraz więcej osób ma gustowne mieszkania, a z drugiej strony...przepraszam za to stwierdzenie ale mnóstwo naiwnych ludzi podąrzających ślepo za modą nabija kasę średnio uczciwym sprzedawcom. Bo jak inaczej nazwać osobę, która wciska mi za stówę coś made in china wyprodukowane za ćwierć dolara mówiąc mi, że to produkt z Danii czy Holandii, albo co gorsza, że autentyczny 'staroć' kilkudzisięcioletni... Krew mnie zalewa. To co modne to od razu drogie... O ludzka naiwności...! Ostatnio kupiłam sobie, tak na poprawę nastroju, pierdółkę do salonu. Kosztowało mnie to kilkanaście złotych, spodobało mi się i jest idealnie w klimacie naszego pokoju. Przedmiot ze sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, sporych rozmiarów, wiadomo że nowy tylko stylizowany, cena zadowalająca. Jakież było moje zdziwienie gdy dwa dni później widzę taką skrzyneczkę tylko dwa razy mniejszą!! w jednym z modnych sklepów z modnymi klimatami za 55 zł!!! plus oczywiście przesyłka... Dodam tylko, że nie pierwszy raz się z tym spotykam...



Fajna rzecz, nie? I warta swojej ceny... w przeciwieństwie do tej z super modnego sklepu dla super znawców modnych klimatów:) Pozdrawiam dziewczyny i nie dajcie się nabijać w vintage butelkę!:)

wtorek, 4 stycznia 2011

DOBRO DAJESZ, DOBRO OTRZYMUJESZ



Ładna maksyma, prawda? Moja mama mnie tego uczyła i miała rację! Jak na każdej innej płaszczyźnie i tu musi być równowaga w przyrodzie. POWAŻNIE!:))) Ile dasz dobrego z siebie, tyle Ci się zwróci. Od innych osób, w innej postaci, w innym czasie... ale wróci do Ciebie. Dlatego warto być po prostu fajnym człowiekiem, cieszyć się z mocy jaką daje sprawianie ludziom radości. Ale pamietajcie, ze złymi uczynkami jest dokładnie tak samo! Jeśli będziesz zadawać ból, on do Ciebie wróci... to święta prawda. Sprawisz komuś przykrość, a za jakiś czas te zło w innej postaci spotka Ciebie. Jest taki cytat, nie pamietam skąd, (przepraszam ale z wulgaryzmem): "Nie mszczę się i dosypiam obficie, każde skurwysyństwo zweryfikuje życie".... Nie trzeba wymierzać sprawiedliwości na własną rękę:) Zło wraca jak bumerang. Miejcie dla siebie serce, cieszcie się radością innych a będziecie szczęśliwi, omijajcie szerokim łukiem wrogów... oni w swoim czasie wycierpią nie jedno za złe uczynki:) A teraz do meritum:) Te cudactwo na górze to mój prezent bez okazji dla pewnej zdolnej kobiety ze znanego wszem i wobec 'Zielonego kuferka':) Bardzo sobie cenię pracę jej rąk i lubię czytać jak pisze o swej rodzinie, domu i przezabawnych psiakach:) Kto czyta jej bloga to wie czym jest Przycup:) Niespodzianka się udała i jestem z tego powodu niezmiernie szczęsliwa:) A co do tego o czym pisałam na początku... to nie trzeba było długo czekać... a właściwie wcale, bo zanim zdążyłam wysłać paczkę do MariiPar... w moje progi również zawiatł zupełnie niespodziewanie listonosz:))) jakież było moje zdziwienie! W paczce zanlazłam tego oto zwierza o smukłych nóżkach:) Baranek vel koziołek:) Jola bo ona jest sprawczynią mej radości nie prowadzi bloga, ale zagląda tu do mnie i widząc, że mam zły czas postanowiła mnie pocieszyć:)) Dziękowałam jej już bardzo i dziękuje raz jeszcze!!!



No i co? Warto być dobrym człowiekiem? Ja nie mam wątpliwości co do tego:)))

P.S. Teraz tak spojrzałam na te zdjęcia... kto ma ochotę na zabawę, niech spróbuje wymienić conajmniej 10 pozycji z mojej biblioteki:))) A może się do nich ustosunkować?

piątek, 31 grudnia 2010

RETROSPEKCJA

W te święta brakowało mi wewnętrznego blasku. Kto jest ze mną trochę bliżej wie dlaczego. Ale nie poddałam się, roztaczałam blask w domu, przynajmniej starałam się... Ktoś mnie bardzo zawiódł, ktoś inny zaskoczył mile podnosząc na duchu. Jakoś przebrnęłam:) Kończy się rok, mam nadzieję, że następny przyniesie ulgę i tego wam wszystkim życzę. Na blogach kończą się już powoli wspomnienia świąteczne, dziś chyba ostatni dzień kiedy 'wypada' jeszcze coś wrzucić w tym klimacie, prawda?:) 

Smutny Anioł

Znowu kolęda nad naszym stołem
Znowu nam w filmie zabraknie klatek
Niesiemy sobie słowa wesołe
Aż ze wzruszenia mięknie opłatek

Proste życzenia bez krzywych spojrzeń
Gniew gdzieś przycupnął jak szara myszka
Przy wigilijnym, świątecznym stole
Śpiew się rymuje z brzękiem kieliszka

Niosą się głosy niby po śniegu
Ktoś zafałszował refren z radości
Ktoś nagle strącił leżący z brzegu
Pusty talerzyk, ten co dla gości

Patrzę przez okno - w nieziemskiej bieli
Patrzę przez okno - w nieziemskiej bieli
Szukam, choć wiem, że odnaleźć nie mogę
Tych co odeszli, tych co zasnęli
W białej zadymce zgubiwszy drogę

Czy smutny anioł usiadł przy oknie
Światło się łamie jak zza witraża
Nie wiem, czy tylko on w świetle moknie
Czy śnieg topnieje na naszych twarzach
Czy śnieg topnieje na naszych twarzach

Robert Kasprzycki



A tu spójrzcie. Przepiękne, lśniące, z ciężkiego, grubego szkła. Cudeńka!




Życzę wam i sobie siły i odwagi w Nowym Roku. Cokolwiek nas spotka, przeżyjmy to w pełni i idźmy do przodu z wiarą, że życie nas jeszcze mile zaskoczy.

czwartek, 16 grudnia 2010

KOLOR ŚWIĄT

Nie powiem, że jest dobrze, bo nie jest. Nie powiem, że radosny czas nastał, bo tak nie jest. Zima piękna jest? Tak, pod warunkiem, że się ją ogląda przez okno z cieplutkiego domu, z kubkiem czegoś gorącego i pachnącego a nie stoi kilka godzin na mrozie... Ja zimy nienawidzę. Tej zimy nienawidzę szczególnie. I nikomu nie życzę, by musiał przechodzić przez to co ja...choć wiem, że każdego to prędzej czy później, bardziej lub mniej będzie dotyczyć... Mimo to, tak jak pisałam ostatnio staram się bardzo by było 'normalnie'... Choć wolałabym usiąść i poprostu być zrozpaczona i żałosna... ale nie jestem i z pełną premedytacją szukam małych przyjemności i wybieram kolor świąt:) W tym roku będzie to czerwony:) Mało oryginalnie, wiem:) Ale uwierzcie mi, że dla mego mieszkania jest to kolor absolutnie wyjątkowy, bo nie pojawia się nigdzie i nigdy przez resztę roku:) A zatem 'gwiazda betlejemska' bo kojarzy mi się z tzw. 'zachodnim dobrobytem' :))) Tak, tak nie żartuję. Gdy na poczatku lat 90-tych moja mam wyjechała w okresie przedświątecznym do Niemiec i przywiozła zdjęcia pięknych, rozświetlonych domów, wystrojonych w ogromne śnieżynki i właśnie te kwiaty, to my tu w Polsce porozdziawialiśmy gęby:) bo tu nie było jeszcze wtedy takich cudów:) Teraz 'gwiazdę betlejemską' można kupić w każdym markecie:) Mi zawsze będzie się kojarzyć z lekkim przymrużeniem oka z 'bogatymi świętami':)))



Poduchy raz jeszcze:) Zakochana jestem no!:)



 Obok wszędobylskich jasnych świec, pojawiają się niecodzienne u nas czerwone:)


A tu proszę, wszem i wobec ogłaszam, że tandetne, tanie i bylejakie markety stają się coraz bardziej warte poszperania:) Spójrzcie jakie cudne kapcie z 'Biedrony':) Czy nie wyglądają jak rodem ze Skandynawii?:) Mięciutkie, idealnie rozgrzewające po dniu na mrozie i jak mi się fajnie wpisały w reniferkowy klimat:)


Na koniec przedstawiam moich małych gości, których można podziwiać przez okno w salonie:) Są przecudne, delikatne i tak zimowo puchate:) I coraz pardziej upasione po wizytach u nas:) Wybaczcie umazaną szybę ale zdjęcia robione na wysokości Julkowych rączek i buzi codziennie do tej szyby przyklejonej:)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...