Hortensje. Zna je chyba każdy, ja ich piękno odkryłam właściwie niedawno. W moim domu rodzinnym ich nie było, rosną za to u teściów w ogrodzie i jakoś specjalnie jako cała roslina mnie nie zachwycały, aż do czasu gdy odkryłam tajemnicę suszenia:) Niby banalne ale ja nie wiedziałem wcześniej, że aby zachować piękno kwiatu hortensji należy poczekać aż zacznie przekwitać i dopiero wtedy ciąć:) Świeży kwiat, który nie zaczął się jeszcze przebarwiać nie nadaje się do zasuszania, po prostu zwiędnie.
I tak oto w moim 'salonie' zawitały pierwsze zwiastuny jesieni:) Jak widać najpiekniej wyglądają zielone, a także fioletowe i niebieskie. Różowy kwiat ściełam jeden dla kontrastu, ale pięknie prezentował się przez parę dni, teraz już więdnie i trzeba go zamienić na kolejny już przekwitający. W tle sławne już w blogowym świecie stare nuty, jedna z możliwości wykorzystania:)